Prezenty na dzień dziecka, czyli subiektywnie o najmłodszych!

Prezenty na dzień dziecka są obowiązkowe dla każdego. Rodzice, Chrzestni, czy chociażby sąsiedzi odwiedzający dzieci od czasu do czasu. To nie tylko obdarowywanie rzeczami ale również ukłon w stronę potrzeb najmniejszego człowieka!

Generalnie na Dzień Matki już nie zdążę z tym, żeby przedstawić moje subiektywne wybory, a Wy się nimi zasugerujecie. Ale prezenty na dzień dziecka to inna sprawa. Będzie trochę czasu na spokojne przejrzenie ofert, na rozkochanie siebie samych w tych niesamowitych rzeczach, a potem marsz do funkcji ‚kup teraz’ i finalizacja transakcji.

Generalnie żałuję, że nie jestem już dzieckiem. Za moich czasów prezenty na dzień dziecka to w przypływie rzadko ujawniającej się elokwencji nauczycieli dzień wolny w szkole, albo wyrób czekoladopodobny. Szału nie było, może dlatego, że po prostu nie było alternatyw w postaci internetowych sklepów z oszałamiającymi rzeczami. Są dwie szkoły tamtych czasów: jedni, że lepszy niedostatek bo nie ukształtował w nas powszechnego konsumpcjonizmu, inna, że wieczny niedostaek jeszcze to pragnienie napiętnował i spowodował, że prezenty na dzień dziecka (naszego) urastają do rangi bóstwa. Korzystając z formuły ‚nie znam się to się wypowiem’ nadmieniam tylko, że jednak wolałabym mieć w tamtym czasie różowy plecak w formie motyla, czy wyszywany koszyk na plażę.

Poniżej parę przeze mnie wybranych rzeczy, w kontekście zbliżającego się w naszej Rodzinie Chrztu oraz Dnia Dziecka właśnie. O ile sam Chrzest predestynuje nas do drobnego, raczej ekskluzywnego upominku, o tyle prezenty na dzień dziecka mogą przyjmować dowolna formę i sypać się w ilościach.

Prezentowane prezenty na dzień dziecka pochodzą między innymi ze sklepów internetowych: mamissima.pl bibau.pl zarahome.com

Reszta subiektywnie wybranych przedmiotów na moim FB. Zapraszam!

 

Wyciskarka Muuto, czyli niezwykły kawałek drewna.

Wyciskarka Muuto, której kształt powala jest najdoskonalszym przykładem prostego designu połączonego z intuicyjnym użytkowaniem.

Jak się już bawić w kuchni to zawsze najprościej jak się da! Wybrać z szuflady z narzędziami rzeczy proste (tak, to te ulubione), kolorystycznie podporządkowane dyktatowi minimalizmu oraz kształtem nie przypominającymi samych siebie. Bo jak w przypadku wyciskarki Muuto można nie mówić o jej prostocie i czymś, co nadaje absolutnej wyjątkowości temu przedmiotowi.

Wyciskarka Muuto.

Wyciskarka Muuto.

Fot.: Archiwum własne.

Wyciskarkę Muuto oraz inne przedmioty tej firmy można obejrzeć na: Wyciskarka Muuto.

 

Design. Wielki, mały. Polski i nie. Kocham każdy.

Design ponad wszystko hołubię. Czytam, dowiaduję się, przeglądam katalogi, kompletuję czasopisma. Zjadam na śniadanie płatki z designerskiej miski i piję popołudniowa kawę w „innej” filiżance. Mam fokus na dobrą formę i istotę rzeczy wokół  mnie.

Trafiłam świetnie. Na wydanie podsumowujące kwintesencje tego co ważne dla mojej wiedzy o słowie ‚design’. Podsumowanie wręcz gwiazdorskie. Dobrze, merytorycznie ujęte, starannie wyselekcjonowane. Roztapiam się jak czytam. Porównuję z rzeczami ogólnie dostępnymi w sieciówkach i się rozpływam. Mimo, że nigdy nie negowałam kupowania w IKEA i sama mam stamtąd parę rzeczy, ale gdy czytam o ludziach, dla których doskonałość projektu była całym życiem oddaje im hołd. Składam ręce, a moje poczucie estetyki klęka, kiedy dowiaduję się o niezwykłych projektach Polaków, którzy robią tak fascynujące rzeczy. Którzy ujmują ‚design’ w nowe ramy i nadają mu głębszego znaczenia. Mogę bez końca dowiadywać się o nich i podziwiać ich kunszt!

Zdjęcia: Archiwum własne. Z rzeczy, które uważam za designerskie występują: Krzesło Chair, krzesło Diamond Armchair, rzeźba Squares, misa No Name. Noi cytryny.

 

Srebrne dodatki to nie przypadek na wiosnę. Ostatnio po prostu lubię błyszczeć!

Srebrne dodatki to mój celowy, odzieżowy zabieg ostatniego roku. Bo nie przypadkiem chcę się zacząć wyróżniać oraz zwracać uwagę na ulicy.

Te srebrne dodatki, których coraz więcej jeśli chodzi zarówno o ubrania oraz o wyposażenie domu to chyba zwrot w stronę indywidualizmu, który od jakiegoś czasu zaczął wdzierać się w nasze codzienne życie. Po masowym zalewie „mam takie jak Ty”, czyli powszechnego zrównania każdego ze wszystkim przyszedł czas na „nie, ja mam inne”. To ukłon dla każdego, kto chce się odznaczać, a nie zlewać z masą. Taki minutowy błysk na ulicy, zaznaczenie swojej obecności wśród pędzącego tłumu, to chyba trochę wyrażenie niemego krzyku spośród wszystkich.

Metalik każe błyszczeć! Daje o sobie znać nie tylko tym, którzy go noszą, ale również bije odwróconym blaskiem w oczach obserwatora! Metaliczne buty, świecąca torebka, czy połyskujące baleriny: wszystkim tym podkreślam teraz swoją wyjątkowość!

Ja dałam się wciągnąć i w pełnym rynsztunku ruszam na podbój wiosny. Mam wysokie Sneakery z Venezia, połyskującą torebkę z Simple i złote baleriny z Kazar. Przewrotnie wybrałam to wszystko intuicyjnie w zeszłym sezonie, jakbym wyczuła trendy i poszła w ich stronę już wcześniej. Ale wiecie co? Chyba mi mało tego blasku skoro nadal srebrne dodatki zaprzątają moją uważną głowę.

Przedstawione przeze mnie propozycje to typowo letnie dodatki do domu albo do włożenia na siebie. Z racji tego, że u mnie wszystko musi pasować stawiam na całokształt, biorąc pod uwagę osobę i wnętrze. Połyskująca kosmetyczka, wygodne sandały, czy stolik pod chłodnego drinka. Wszystko dobrze wygląda i mieni się kolorem.

Polecam te zestawy bo wiem, ze dobrze się prezentują z moją ulubioną czernią i szarością. Dla odważnych wersja zgaszonej (albo i nie) czerwieni też będzie modna. Wybierajcie, łączcie i eksperymentujcie, chociażby po to, aby chociaż na moment poczuć się jak w blasku reflektorów!

Prezentowane zdjęcia pochodzą z: Zara Home, Oysho, Simple, Norddeco oraz Scandiliving.

 

Buty na obcasie. Must have absolutny. Dla mnie, dla Ciebie, dla nas wszystkich!

Są rzeczy bez których obejść się możemy. Niestety, buty na obcasie do nich nie należą.

To jakiś obłęd i okrutna prawda, że zakładając buty na obcasie wyglądamy (my, kobiety) szczuplej, bardziej elegancko i wydajemy się wówczas bardziej zadbane. Tak, tak, wygląd nogi i całej figury równa w górę zostawiając daleko niedbalstwo i pozwolenie sobie na luz.

Sama, buty na obcasie traktuję po przyjacielsku dopiero od jakiegoś czasu. Generalnie na taki zakup muszę się nastawić, muszę poczuć prawdziwą potrzebę ich posiadania. Tylko wtedy je wybiorę i tylko w takich okolicznościach zagrają pierwsze skrzypce przed wygodnymi Conversami, czy zwykłymi balerinkami.

Chociaż wydaje mi się ciężką przesadą czternastocentymetrowa szpilka, jeśli już decyzja padnie na buty na obcasie wolę obcas wyższy. Najlepiej wyglądają i prezentują się w zestawieniu z noskiem w szpic, który dodatkowo jeszcze wydłuża nogę czyniąc ją niemalże okładką Vogue!

Mimo, że wolę klasyczne czarne, albo beżowe, dzisiaj wybrałam ich najbardziej zdecydowaną wersję. Motywy oraz materiał, z którego są wykonane przyciągają wzrok i kuszą wyglądem. Zwolennicy mocnego uderzenia będą zachwyceni jak tego typu różowe buty na obcasie zmienią ogólny wygląd stroju i wizerunku. Jedno jest pewne: takie pojedyncze egzemplarze zawsze warto mieć w swojej szafie.

Prezentowane zdjęcia pochodzą z: www.kazar.com/pl