Komoda Malm. Prosta, funkcjonalna, biała. Idealna!

Komoda Malm to rozwiązanie w niezwykle prostym stylu. Trochę jednoznaczne i trochę nie, bo można kombinować. Jej klasyczny wygląd sprawia, że doskonale wygląda zarówno w sypialni, pokoju dziennym, czy biurze.

Zawładnęła sercami już naprawdę wielu z nas. Przekonała prawdziwych malkontentów i niedowiarków jeśli chodzi o ikeowskie meble. Sprowadziła na ziemię i użyczyła swojego wyglądu niezliczonym sypialniom, służąc jako dostawka, stolik nocny czy pomocna szafka. Po prostu, proszę Państwa komoda Malm, jako prawdziwa królowa jest tylko jedna!

Chcąc wybrać pomiędzy możliwościami kolorystycznymi komody Malm zawsze polecę biały albo szary. Znaczy się teraz, bo kiedyś sama miałam wersje ciemną-brązowe, które nie wiedząc czemu nagle, trochę jakby z dnia na dzień przestały być modne. Potem sprzedałam je za połowę ceny, tylko po to, aby szybko przekonać się do zakupu najdostojniejszej białej.

Ustawiłam w pokoju gościnnym, który na codzień służy nam jako siłownia. Miejsce w domowym zaciszu absolutnie niezastąpione w przypadku ludzi takich jak my. Komoda Malm, a w zasadzie jej (odrazu) 3 sztuki stanęła pod ścianą tworząc jeden, biały, idealnie zlewający się z kolorem ściany pas.

Za każdym razem, kiedy jestem w tym pomieszczeniu myślę sobie: jest dobrze! Bo tak jak lubieę najbardziej: jest dużo miejsca, ukrytych schowków z łatwym dostępem, a jednocześnie jakby niewidocznych. Komoda Malm sprawdza się u mnie znakomicie, musiała tylko znaleźć swoje odpowiednie miejsce i odczekać trochę czasu, aby przekonać swoja funkcjonalnością!

Komoda Malm.

Komoda Malm.

Prezentowane zdjęcia pochodzą z: http://www.ikea.com

 

Nieobecna, czyli hello NY!

Ponieważ w końcu wydarzyło się tak, że po dwóch latach nieustannej pracy jestem na urlopo-wakacjach, on-lineowo mnie brak. Odłączam wtyczkę, wyrywam kable i co najważniejsze: nie jestem już 24 godziny na dobę przy telefonie, wiecznie czuwająca, że może ktoś coś…

Trochę mnie to jednak z samego początku kosztowało: to nieustanne niesprawdzanie poczty, niezerkanie w ekran ajfona, ale jak to mówią ćwiczenie czyni mistrza, więc już prawie jestem na prostej!

Trochę też moja uwaga przekierowała się na rzeczy internetowe innego rodzaju: sieczka z popularnych, polskich stron przestała mnie rzeczywiście interesować na rzecz tego, co piszą z zagranicy. Lubię wiedzieć co się dzieje globalnie, w końcu za niedługo zmieni się prezydent tego świata! Ponieważ moje oczy są jednak trochę zwrócone w tamtym kierunku, polecam Wam niezwykłe miejsce: lovetaza.com  które dla osób zakochanych w NY daje poczucie bycia tam i niemalże spędzania wakacji z tą szaloną rodziną! Można mieć wrażenie, że codziennie mówimy hello NY z innego miejsca tego magicznego miasta. Że zwiedzamy je, ucztujemy, czy po prostu nic nie robimy spędzając czas tylko ze sobą! Czasem się zastanawiam, czy ci Amerykanie naprawdę mają aż tak dużo więcej powodów do szczęścia niż my Polacy? Że oni wiecznie tacy uśmiechnięci i zadowoleni z tego co mają. Przeglądam tego szalonego bloga, patrzę na mamę, która świetnie wygląda jakby zdawała się wcale nie narzekać i nie mieć wymalowanego zmęczenia na twarzy. Nie wiem, może to inny klimat, może mają więcej słońca, a może po prostu aż tak bardzo się nie różnimy…?

Już się nie zastanawiam, a tylko oglądam i podziwiam! Zapraszam, chodźcie tam ze mną!

Come with me to visit the amazing blog: love TAZA!

Greetings from Poland!

Hello NY!

Hello NY!

Hello NY!

Hello NY!

Zdjęcia pochodzą z: lovetaza.com 

Photos comes from: lovetaza.com 

 

Trendy zazwyczaj przychodzą z zagranicy. Tak jest i tym razem!

Trendy nie tylko te modowe, ale i wnętrzarskie od zawsze kreowała zagranica. A sklep taki jak Anthropologie to wizja przyszłości dla tych najśmielszych, albowiem to nie tylko podpowiedź tego jak powinniśmy się ubierać, ale też jakie książki powinniśmy trzymać w ręku, czy jakie kosmetyki powinniśmy nakładać!

Parę słów i subiektywny wybór rzeczy ze sklepu moich marzeń!

Po pierwsze i jedyne notatniki! Jako osoba pisząca mam w sobie prawdziwy i już chyba nie do poskromienia nałóg kupowania tego typu rzeczy. Trendy przedstawione w tym sklepie zdecydowanie zwracają się ku moim ulubionym, pastelowym kolorom, delikatnym barwom i tym co najbardziej przykuwa moje oko, czyli niebanalnym grafikom!

Artykuły papiernicze.

Artykuły papiernicze.

Dodatki do wnętrz to mój zakupowy konik. Zdecydowanie są zawsze na pierwszym miejscu i nie ustępują niczemu! Rządzą się swoimi prawami i wydaje się, że żadna przeznaczona na nie kwota nie jest zbyt wysoka! Zastawa stołowa: miski, czy sztućce to coś, co zewsząd mogę przywieść bez narażenia się na nadbagaż. Dlatego też mają one absolutne pierwszeństwo! Trendy w tym przypadku nie zadziwiają aż tak bardzo, gdyż podobne rzeczy odnajdziemy w najnowszej kolekcji Zara Home.

Dodatki do domu.

Dodatki do domu.

Mogę wziąć wszystkie i zasmakować każdej! Mowa o mydłach, zapachach oraz pomadkach, które uwodzą nie tylko opakowaniem, ale również naturalnym składem! Tak, chcę je wszystkie, przecież jeśli się bardzo uprzemy w naszym podręcznym bagażu zmieści się naprawdę wiele! Biorę zatem przepięknie zapakowane pojedyncze sztuki mydła, komplet pomadek oraz kremy do rąk, bo przecież w każdej torebce powinien być chociaż jeden, prawda?

W łazience.

W łazience.

Trendy na kapelusze i solidne skórzane sandały nie przemijają nigdy! To coś, czym warto się pochwalić wracając z każdych zakupów i śmiało można mieć poczucie dobrze wydanych pieniędzy! Lubię kapelusze i (podobno) mi  nich ładnie, dlatego też z pewnością znalazłby on u mnie swoje miejsce! Ten właśnie, bordowy, ze skórzaną tasiemką. Podobnie jasne sandały z pięknym, kwiatowym motywem. Pasują do wszystkiego: eleganckich spodni i jeansów. Do marynarki i koszuli. Pewniak!

Trendy.

Trendy.

Prezentowane zdjęcia pochodzą ze strony: www.anthropologie.com

 

Delikatna biżuteria na lato. Nie ma lepszego dodatku do zwiewnej sukienki!

Delikatna biżuteria na lato to najlepsze dopełnienie stylizacji: sukienka plus sandały. Generalnie lepiej mniej, niż gdyby miało być za dużo i ciężko. To złota zasada, której jeśli schołdujemy będzie się nam odwdzięczać!

Od kiedy zdecydowałam zapatrzeć się w nieśmiertelne klasyki: delikatny motyw na sznurku Lilou, srebrne serce na czerwonym rzemieniu z Apartu, czy naszyjnik z zawieszką z Tous’a, nie ma  już większych problemów jeśli chodzi o odpowiedni dobór delikatnej biżuterii na lato.  Biorę je jako postawienia na klasykę, jak zakup małej czarnej, czy odżałowanie kasy na drogi rozświetlacz.

Mam też jeszcze kilka egzemplarzy delikatnej biżuterii, które podobają mi się jedynie na tyle, aby zachwycać się nimi u kogoś. Są jeszcze trochę za mało wyraźne, a może po prostu z niczym mi się nie kojarzą. Jeszcze nie wiem, narazie im się przyglądam.

Poniżej oraz na profilu fb prezentuję swoje typy. Nie ukrywam, że większości pożądam, ale wiem również, że nie mogę mieć wszystkiego. Najczęściej zestawiam kolorystycznie, gdyż nie znoszę kompletów. Dobieram do koloru butów, czy torebki. Nigdy nie dobieram wzorów i kształtów zawieszek do kolczyków, czy pierścionków. Ale zdecydowanie polecam swoje typy: sprawdzają się zarówno w pracy jak i na wytworne przyjęcie!

Zdjęcia pochodzą z: Sinbymannei. Simple. oraz Tous.,

Zapraszam na: Dodatkidesign.pl na FB.

 

Prezenty na dzień dziecka, czyli subiektywnie o najmłodszych!

Prezenty na dzień dziecka są obowiązkowe dla każdego. Rodzice, Chrzestni, czy chociażby sąsiedzi odwiedzający dzieci od czasu do czasu. To nie tylko obdarowywanie rzeczami ale również ukłon w stronę potrzeb najmniejszego człowieka!

Generalnie na Dzień Matki już nie zdążę z tym, żeby przedstawić moje subiektywne wybory, a Wy się nimi zasugerujecie. Ale prezenty na dzień dziecka to inna sprawa. Będzie trochę czasu na spokojne przejrzenie ofert, na rozkochanie siebie samych w tych niesamowitych rzeczach, a potem marsz do funkcji ‚kup teraz’ i finalizacja transakcji.

Generalnie żałuję, że nie jestem już dzieckiem. Za moich czasów prezenty na dzień dziecka to w przypływie rzadko ujawniającej się elokwencji nauczycieli dzień wolny w szkole, albo wyrób czekoladopodobny. Szału nie było, może dlatego, że po prostu nie było alternatyw w postaci internetowych sklepów z oszałamiającymi rzeczami. Są dwie szkoły tamtych czasów: jedni, że lepszy niedostatek bo nie ukształtował w nas powszechnego konsumpcjonizmu, inna, że wieczny niedostaek jeszcze to pragnienie napiętnował i spowodował, że prezenty na dzień dziecka (naszego) urastają do rangi bóstwa. Korzystając z formuły ‚nie znam się to się wypowiem’ nadmieniam tylko, że jednak wolałabym mieć w tamtym czasie różowy plecak w formie motyla, czy wyszywany koszyk na plażę.

Poniżej parę przeze mnie wybranych rzeczy, w kontekście zbliżającego się w naszej Rodzinie Chrztu oraz Dnia Dziecka właśnie. O ile sam Chrzest predestynuje nas do drobnego, raczej ekskluzywnego upominku, o tyle prezenty na dzień dziecka mogą przyjmować dowolna formę i sypać się w ilościach.

Prezentowane prezenty na dzień dziecka pochodzą między innymi ze sklepów internetowych: mamissima.pl bibau.pl zarahome.com

Reszta subiektywnie wybranych przedmiotów na moim FB. Zapraszam!