Czarna torebka nie tylko na jesień i nie tylko na protest!

Czarna torebka nie musi być ani nudna, ani tym bardziej kojarzyć się nam wyłącznie z jesienią. To jednak “must have”, bo pasuje do czarnych sandałów i zimowych trzewików. Mam w tym temacie swoje typy i sklepy, do których zaglądam po modowe trendy. I prawie już wiem, w którym kierunku pójdą moje sezonowe preferencje!

Na szczęście jest w czym wybierać. I wzorniczo i cenowo, jak kto woli! Oczywiście poszczególne sezony kuszą koniecznym ich designem,  niezastąpionym wzorem, czy liczbą poszczególnych elementów, ale raczej jedno jest pewne: taka czarna torebka przyda się raczej każdemu i do wszystkiego.

Na początek Zara i jej proste, wręcz klasyczne formy. Zaglądam zawsze, rzadziej kupuję. Co prawda rozstrzał jeśli chodzi zarówno o cenę, wykonanie jak i materiał jest niesamowity, ale o ile sobie dobrze przypominam nie mam chyba żadnej z tej firmy. No może kiedyś, gdzieś na wyprzedaży jakiś worek, albo pojedyńczy egzemplarz. Mało znaczący, dawno odłożony na półkę, więc jednak średnia inwestycja!

Zdecydowanie wyższa półka cenowa oraz bardziej nowoczesne wzory ma w swojej ofercie Simple. To bardzo wyraziste kroje, współczesne ich odmiany oraz niesamowity materiał, z którego owa czarna torebka jest wykonana. Lubię Simple i ich ubrania za prostotę. Mąż mówi: “Dlaczego to mnie nie dziwi?” Mam jedną torebkę tej firmy: srebrną, dużą, wręcz ogromną. Ucho mi się u niej już urywa, bo wrzucam w nią i podręczne zakupy i książki z biblioteki. Moja jest z materiału i jest jest nad wymiar przyciągająca spojrzenia!

Czarna torebka.

Czarna torebka.

Mimo, że z ofert Tous’a  mam jedynie biżuterię, do torebki trochę się przymierzam. W tej firmie, jej filozofii chodzi jednak o coś innego: o magiczny sposób obdarowywania, pokazania innym, czym mogą być i zwykłe zakupy i radość osoby obdarowującej. Tutaj zdecydowanie bardziej podobają mi się  miniaturowe formy, zawieszone na skórzano-metalowych łańcuszkach. Trochę przypominające nam, że mamy obok siebie coś bardzo delikatnego, mniej pakownego, ale jednak ważnego. Właśnie tak wyobrażam sobie czarną torebkę z Tousa: taki mały prezent, który dostaję i on odrazu mnie oczarowuje!

Czarna torebka.

Czarna torebka.

Jeśli macie swoje typy, czy  ulubione sklepy szyjące torebki, takie które się dobrze noszą, chętnie zaczerpnę takiej wiedzy!

Zdjęcia pochodzą z: Zara, Simple oraz Tous.

 

Slow fashion i modowa abnegatka według mnie samej!

Jestem modową abnegatką i ledwo wiem co to slow fashion. Chyba też całkiem średnio znam się na modzie i obowiązujących trendach. Ale też z drugiej strony nie poczytuję sobie tego jako wyrzutu sumienia i nie noszę w sobie o to żalu. Niemniej jednak sięgnęłam po książkę Joanny Glogaza “Slow fashion: modowa rewolucja” i zdziwiona trafnością w niej spostrzeżeń utknęłam na jej czytaniu pół nocy!

Od wszelkich poradników raczej stronię. Chyba zbyt mocno ufam swojej intuicji, którą według siebie samej mam całkiem dobrze rozwiniętą, aby dzielić włos na czworo przy wyborze drogi życiowej, czy zarządzania swoim czasem wolnym dla zwiększenia produktywności. Dlatego tymbardziej modowe poradniki nie stanowią dla mnie wyznaczników w kwestii zakupów. Aż tu nagle, całkiem przypadkiem, bo po drodze z podglądania samego bloga wpadła mi w ręce “Slow fashion…”, która momentami tematycznie bywa o sobie samej, ale przynajmniej dobrze się czyta. Odrazu czuć, że autorka temat mody traktuje nader poważnie i nie szkoda jej czasu na liczne przykłady, w tym również swoje. Zna się (przynajmniej dla mnie) nie tyle na modzie (co to tak naprawdę dzisiaj znaczy?), ale przede wszystkim  bardzo sprawnie manewruje między inteligentnym doborem słów, co tematyką modową ogólnie, czym zaskarbia moją sympatię już na samym początku!

Książka oprócz tego, że idealna do czytania w łóżku, na kanapie, czy w szybkim przelocie między jednym przystankiem, a drugim ma dobry format, jest lekka i wydana na przyjemnym papierze. Wydaje się bardzo prosta, czym zaskarbia sobie czytelników, w tym wymagającą mnie. Co prawda dopiero jestem w połowie rozumowania czym jest magiczne slow fashion, ale już wiem, w jaki sposób podchodzić do okazyjnych wyprzedaży, czy (przynajmniej częściowo) być świadomym konsumentem.

Polecam!

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Rzeczy na zdjęciach:

  • Książka: “Slow fashion. Modowa rewolucja” J. Glogaza
  • Ramki na zdjęcia: Biedronka
  • Pojemnik na biżuterię: Zara Home
  • Jutowy worek: Armani
  • Bukiet: Od Męża 🙂
 

Delikatna biżuteria na lato. Nie ma lepszego dodatku do zwiewnej sukienki!

Delikatna biżuteria na lato to najlepsze dopełnienie stylizacji: sukienka plus sandały. Generalnie lepiej mniej, niż gdyby miało być za dużo i ciężko. To złota zasada, której jeśli schołdujemy będzie się nam odwdzięczać!

Od kiedy zdecydowałam zapatrzeć się w nieśmiertelne klasyki: delikatny motyw na sznurku Lilou, srebrne serce na czerwonym rzemieniu z Apartu, czy naszyjnik z zawieszką z Tous’a, nie ma  już większych problemów jeśli chodzi o odpowiedni dobór delikatnej biżuterii na lato.  Biorę je jako postawienia na klasykę, jak zakup małej czarnej, czy odżałowanie kasy na drogi rozświetlacz.

Mam też jeszcze kilka egzemplarzy delikatnej biżuterii, które podobają mi się jedynie na tyle, aby zachwycać się nimi u kogoś. Są jeszcze trochę za mało wyraźne, a może po prostu z niczym mi się nie kojarzą. Jeszcze nie wiem, narazie im się przyglądam.

Poniżej oraz na profilu fb prezentuję swoje typy. Nie ukrywam, że większości pożądam, ale wiem również, że nie mogę mieć wszystkiego. Najczęściej zestawiam kolorystycznie, gdyż nie znoszę kompletów. Dobieram do koloru butów, czy torebki. Nigdy nie dobieram wzorów i kształtów zawieszek do kolczyków, czy pierścionków. Ale zdecydowanie polecam swoje typy: sprawdzają się zarówno w pracy jak i na wytworne przyjęcie!

Zdjęcia pochodzą z: Sinbymannei. Simple. oraz Tous.,

Zapraszam na: Dodatkidesign.pl na FB.

 

Buty na obcasie. Must have absolutny. Dla mnie, dla Ciebie, dla nas wszystkich!

Są rzeczy bez których obejść się możemy. Niestety, buty na obcasie do nich nie należą.

To jakiś obłęd i okrutna prawda, że zakładając buty na obcasie wyglądamy (my, kobiety) szczuplej, bardziej elegancko i wydajemy się wówczas bardziej zadbane. Tak, tak, wygląd nogi i całej figury równa w górę zostawiając daleko niedbalstwo i pozwolenie sobie na luz.

Sama, buty na obcasie traktuję po przyjacielsku dopiero od jakiegoś czasu. Generalnie na taki zakup muszę się nastawić, muszę poczuć prawdziwą potrzebę ich posiadania. Tylko wtedy je wybiorę i tylko w takich okolicznościach zagrają pierwsze skrzypce przed wygodnymi Conversami, czy zwykłymi balerinkami.

Chociaż wydaje mi się ciężką przesadą czternastocentymetrowa szpilka, jeśli już decyzja padnie na buty na obcasie wolę obcas wyższy. Najlepiej wyglądają i prezentują się w zestawieniu z noskiem w szpic, który dodatkowo jeszcze wydłuża nogę czyniąc ją niemalże okładką Vogue!

Mimo, że wolę klasyczne czarne, albo beżowe, dzisiaj wybrałam ich najbardziej zdecydowaną wersję. Motywy oraz materiał, z którego są wykonane przyciągają wzrok i kuszą wyglądem. Zwolennicy mocnego uderzenia będą zachwyceni jak tego typu różowe buty na obcasie zmienią ogólny wygląd stroju i wizerunku. Jedno jest pewne: takie pojedyncze egzemplarze zawsze warto mieć w swojej szafie.

Prezentowane zdjęcia pochodzą z: www.kazar.com/pl

 

Dobra forma to podstawa. Zwłaszcza u kobiety

Dobra forma potrzeba jest dzisiaj szczególnie. To dobrze, że stawia się ją jako priorytet u większości spełnionych kobiet!

Już kiedyś na moim osobistym blogu podkreślałam rolę jaką dla mnie odgrywa dobra forma. Ale skoro jest ona tak ważna czuję potrzebę pogłębiania tematu i napisanie o niej czegoś więcej.

Odkąd żyję świadomie, również świadomie wybieram. Sposób spędzania wolnego czasu, składniki, z których przyrządzam potrawę, czy relacje, które mnie łącza z Rodziną i z ludźmi obcymi. O ile związki, w których pozostaję, te przypieczętowane i formalne oraz te, które kreują się w pracy na codzień to temat osobny, o tyle moja dobra forma przekłada się na całą resztę.

Jak zawsze coś, w co się angażuję pochłania mnie całkowicie, totalnie bez reszty, tak i postawienie na świadomy wybór wymusił pewne przetasowania i skierowania mojej atencji na inne tory. Bo dobra forma nieustannie wymaga równania w górę, podnoszenia poprzeczki. To nieustanny proces i ciężka, ale istotna zmiana w moim życiu.

Do jej utrzymania potrzebuję kilku czasoumilaczy. Wymiana garderoby (zaraz się przekonacie, że cenowo nie powala), solidne obuwie i dobrze skoordynowana logistyka pozwalają mi się nią delektować kilka razy w tygodniu.

 

Rzeczy ze zdjęć:

1. Buty Oysho. 65 zł po przecenie z 149 zł

2. Zegarek Esprit. Prezent za roczną prenumeratę “Pani”.

3. Bidon Delikatesy Alma. Jakieś parenaście złotych.

4. iPod. Stała, katalogowa cena.

5. Waga Omron. 300 zł, ale warto!

6. Ciężarki 1kg. Biedronka. Parenaście złotych.

7. Strój: Koszulka: 5 zł, Butik Modowe trendy Design. Spodenki: InterSport.

8. Pulsometr Sigma. Warto kupić dobry, ten polecam!

9. Orbitrek Kettler. Ponad 4 tysiące. Polecam nade wszystko!

10. Mata Spokey. Allegro. Jakość absolutnie pierwsza liga! Parenaście złotych.

Jedna najważniejsza rzecz: WYTRWAŁOŚĆ. Cena: bezcenne!