Nadchodzi Halloween. Dekoracje zatem czas zacząć gromadzić!

Lubię Halloweeen. Dekoracje na ten dzień to zapewne temat dla najmłodszych, ale z całą pewnością warto im się przyjrzeć odpowiednio wcześniej!

Chociaż znam wiele oponentów tego święta, do mnie ono jednak trochę przemawia! Po prostu lubię w nim to, że odczarowujemy trochę smutny, szerzony przez katolicką religię temat śmierci, łzy, jakiś taki wewnętrzny szloch nad tym wszystkim. I pewnie to nie przypadek, że święto Halloween przybyło do nas z Ameryki. Tam wszystko traktuje się radośniej: nawet nad tematem śmierci przechodzi się trochę do porządku dziennego. I pewnie to nie przypadek, że dekoracje na ten dzień możemy znaleźć najczęściej w sieciówkach, ale również (czym byłam zaskoczona) i Polscy producenci proponują nam w tym temacie coś od siebie!

kopia

            1. / 2. / 3. /4.

Najpierw Halloween w wersji H&M Home. Zdecydowanie za rzadko zaglądam, ale stwierdzam, że pojawiają się tam coraz lepsze jakościowo oraz coraz bardziej oryginalne okazy! Dekoracje na ten dzień również pozytywnie zaskakują, gdyż dzięki odpowiednio dobranym formom, czy intensywnym kolorom jesteśmy w stanie w pełni odtworzyć klimat w naszym wnętrzu!

Kolejne, moje propozycje to dekoracje przeznaczone nie tylko do pokoju dziecięcego, gdyż plakat, z naszym ulubionym Harrym Potterem może śmiało zawisnąć chociażby w przedpokoju! Halloween pełna parą!

Halloween dekoracje.

                                                                               1. / 2. / 3. 

Ostatnie moje propozycje pochodzą już tylko ze strony Pakamera.pl i prezentują chyba najlepsze pomysły na Halloween’owe dekoracje! No bo czy może lepiej smakować kawa w ten dzień, niż ta przyprószona ciemnym kakao z motywem nietoperza? I czy coś przestraszy nas bardziej niż wzbijające się w górę stado ssaków?

                                                                                1. / 2. / 3. 

Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować Was chociażby częściowo taka trochę magią i klimatem nadchodzącego Halloween!

Prezentowane zdjęcia pochodzą z: H&M Home oraz Pakamera.pl

Komandor w domu rzecz święta. Przyda się i pasuje w każdym!

Zawsze stawiałam na szafy typu komandor. I nie trzeba było mnie długo przekonywać, kiedy zajmowałam się urządzeniem swojego mieszkania w Krakowie. Po prostu wiedziałam, że staną one wszędzie: od przedpokoju po sypialnię, od części łączącej salon z resztą mieszkania po prywatne biuro. Sprawdziły się wszędzie!

Komandor zawsze jest dobry na wszystko. W moim przedpokoju stoją dwie, ogromne szafy, z białym lacobelem, którego motyw przeciągnięty jest aż do kuchni. Pierwsza szafa to standardowe półki, wieszaki, miejsce na odkurzacz oraz deskę do prasowania. Ale oczywiście mieści się w nim dużo, dużo więcej: bo i pasty ze szczotkami do konserwacji obuwia i pościel z poduchami na zimę, czy narciarskie spodnie. W drugiej szafie typu Komandor schowałam dekoracje, które akurat nie pasują na daną porę roku. Jest i trochę książek, do których zaglądam rzadko, albo które są nietrafionym prezentem. Kombinacja tej 2giej szafy jest bardziej skomplikowana: po bokach dwa panele, u góry szafka na kapelusze, u dołu dwie na buty, a wewnątrz podświetlane lustro. Miejsca więc jest na tyle, że śmiało mogą się tam pomieścić również (liczne) zimowe szale, rękawiczki, chusty oraz perfumy. Naprawdę miejsca jest niesamowicie dużo!

Sypialnia z Komandorem to coś o co długo walczyłam. Wiedziałam, że będzie to trafione rozwiązanie i, że potrzeba tam dużo szuflad, ze specjalnie zamontowanymi przegródkami, dużo wieszaków na spodnie oraz drążków. I na wszystko wystarczyło miejsca. Szafa jest ogromna i mieści chyba dosłownie wszystko! Nawet rzeczy, które od miesiąca czekają na oddanie, pozostają w niej niewidoczne!

Jest jeszcze czwarta szafa Komandor w naszym mieszkaniu. Stoi w biurze i urządzona została chyba w najprostszy z możliwych sposobów! Półki, drążek na zimowe ubrania, specjalne rozwiązanie na pudełka dla zimowego obuwia, miejsce na paski, czy szuflady na ręczniki.

Zdjęcia w tekście przedstawiają rzeczywisty, zewnętrzny wygląd moich szaf. Jednakże są one maksymalnie proste, wykonane z łatwo dostępnych materiałów noi białe, co sprawia, że praktycznie wtapiają się w ściany. Oczywiście bardzo polecam tego typu rozwiązanie i z pewnością będę je podzielała w innych swoich mieszkaniach.

A Wy macie Komandory u siebie, czy raczej Wasze wnętrza wyposażone są w nieśmiertelne witryny? Wolicie ukrywać przedmioty, czy raczej je prezentować?

Czarna torebka nie tylko na jesień i nie tylko na protest!

Czarna torebka nie musi być ani nudna, ani tym bardziej kojarzyć się nam wyłącznie z jesienią. To jednak „must have”, bo pasuje do czarnych sandałów i zimowych trzewików. Mam w tym temacie swoje typy i sklepy, do których zaglądam po modowe trendy. I prawie już wiem, w którym kierunku pójdą moje sezonowe preferencje!

Na szczęście jest w czym wybierać. I wzorniczo i cenowo, jak kto woli! Oczywiście poszczególne sezony kuszą koniecznym ich designem,  niezastąpionym wzorem, czy liczbą poszczególnych elementów, ale raczej jedno jest pewne: taka czarna torebka przyda się raczej każdemu i do wszystkiego.

Na początek Zara i jej proste, wręcz klasyczne formy. Zaglądam zawsze, rzadziej kupuję. Co prawda rozstrzał jeśli chodzi zarówno o cenę, wykonanie jak i materiał jest niesamowity, ale o ile sobie dobrze przypominam nie mam chyba żadnej z tej firmy. No może kiedyś, gdzieś na wyprzedaży jakiś worek, albo pojedyńczy egzemplarz. Mało znaczący, dawno odłożony na półkę, więc jednak średnia inwestycja!

Zdecydowanie wyższa półka cenowa oraz bardziej nowoczesne wzory ma w swojej ofercie Simple. To bardzo wyraziste kroje, współczesne ich odmiany oraz niesamowity materiał, z którego owa czarna torebka jest wykonana. Lubię Simple i ich ubrania za prostotę. Mąż mówi: „Dlaczego to mnie nie dziwi?” Mam jedną torebkę tej firmy: srebrną, dużą, wręcz ogromną. Ucho mi się u niej już urywa, bo wrzucam w nią i podręczne zakupy i książki z biblioteki. Moja jest z materiału i jest jest nad wymiar przyciągająca spojrzenia!

Czarna torebka.

Czarna torebka.

Mimo, że z ofert Tous’a  mam jedynie biżuterię, do torebki trochę się przymierzam. W tej firmie, jej filozofii chodzi jednak o coś innego: o magiczny sposób obdarowywania, pokazania innym, czym mogą być i zwykłe zakupy i radość osoby obdarowującej. Tutaj zdecydowanie bardziej podobają mi się  miniaturowe formy, zawieszone na skórzano-metalowych łańcuszkach. Trochę przypominające nam, że mamy obok siebie coś bardzo delikatnego, mniej pakownego, ale jednak ważnego. Właśnie tak wyobrażam sobie czarną torebkę z Tousa: taki mały prezent, który dostaję i on odrazu mnie oczarowuje!

Czarna torebka.

Czarna torebka.

Jeśli macie swoje typy, czy  ulubione sklepy szyjące torebki, takie które się dobrze noszą, chętnie zaczerpnę takiej wiedzy!

Zdjęcia pochodzą z: Zara, Simple oraz Tous.

Slow fashion i modowa abnegatka według mnie samej!

Jestem modową abnegatką i ledwo wiem co to slow fashion. Chyba też całkiem średnio znam się na modzie i obowiązujących trendach. Ale też z drugiej strony nie poczytuję sobie tego jako wyrzutu sumienia i nie noszę w sobie o to żalu. Niemniej jednak sięgnęłam po książkę Joanny Glogaza „Slow fashion: modowa rewolucja” i zdziwiona trafnością w niej spostrzeżeń utknęłam na jej czytaniu pół nocy!

Od wszelkich poradników raczej stronię. Chyba zbyt mocno ufam swojej intuicji, którą według siebie samej mam całkiem dobrze rozwiniętą, aby dzielić włos na czworo przy wyborze drogi życiowej, czy zarządzania swoim czasem wolnym dla zwiększenia produktywności. Dlatego tymbardziej modowe poradniki nie stanowią dla mnie wyznaczników w kwestii zakupów. Aż tu nagle, całkiem przypadkiem, bo po drodze z podglądania samego bloga wpadła mi w ręce „Slow fashion…”, która momentami tematycznie bywa o sobie samej, ale przynajmniej dobrze się czyta. Odrazu czuć, że autorka temat mody traktuje nader poważnie i nie szkoda jej czasu na liczne przykłady, w tym również swoje. Zna się (przynajmniej dla mnie) nie tyle na modzie (co to tak naprawdę dzisiaj znaczy?), ale przede wszystkim  bardzo sprawnie manewruje między inteligentnym doborem słów, co tematyką modową ogólnie, czym zaskarbia moją sympatię już na samym początku!

Książka oprócz tego, że idealna do czytania w łóżku, na kanapie, czy w szybkim przelocie między jednym przystankiem, a drugim ma dobry format, jest lekka i wydana na przyjemnym papierze. Wydaje się bardzo prosta, czym zaskarbia sobie czytelników, w tym wymagającą mnie. Co prawda dopiero jestem w połowie rozumowania czym jest magiczne slow fashion, ale już wiem, w jaki sposób podchodzić do okazyjnych wyprzedaży, czy (przynajmniej częściowo) być świadomym konsumentem.

Polecam!

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Slow fashion według J. Glogaza.

Rzeczy na zdjęciach:

  • Książka: „Slow fashion. Modowa rewolucja” J. Glogaza
  • Ramki na zdjęcia: Biedronka
  • Pojemnik na biżuterię: Zara Home
  • Jutowy worek: Armani
  • Bukiet: Od Męża 🙂

Oświetlenie w salonie. Oprócz kanapy najważniejsza w nim rzecz!

Oświetlenie w salonie to nie tylko rzecz o dobrze dobranej lampie, czy efektownych kinkietach! To przede wszystkim niezwykły klimat, który idealnie nastraja nas na jesienne wieczory!

Zawsze przywiązywałam do światła ogromną wagę. Może dlatego okna mojego, krakowskiego mieszkania wychodzą na zachód, są ogromne, a dzięki temu rachunki za prąd śmiesznie niskie! Raz nawet przyszła kontrola, aby sprawdzić, czy nie skrywamy w szafie dodatkowego lokatora, bo ku ogromnemu zdziwieniu urzędników zużywamy zbyt mało tego typu energii.

Oświetlenie w salonie.

Oświetlenie w salonie.

Dzisiaj rzecz o oświetleniu w salonie właśnie, bo przyznam się, że kiedy urządzałam swoje mieszkanie trochę czasu zajęło mi odpowiednie przeszukiwanie internetowych sklepów, aby znaleźć chociażby namiastkę tego, czego potrzebuję. Po pierwsze ważny jest jego odcień i to, gdzie je umieścimy. Czy będą to bardziej jasne, czy ciemne zakątki naszego wnętrza, czy pozwolimy światłu swobodnie rozlać się po całym pokoju, czy skumulujemy je w docelowym, jednym punkcie.

Ręcznie wygładzone linie klosza najlepiej podkreślają naturalne piękno drzewa bambusowego – unikalny, prążkowany wzór i wyjątkowy kolor, który od wewnątrz lampy nadaje światłu ciepły poblask.

Tak wygląda niezwykle efektowna lampa bambusowa Hanoi, która jako wiszący element oświetlenia w salonie z pewnością przyciągnie uwagę.

O niemniej efektownej lampie Franklin pisze się tak:

Projekt tego nieszablonowego żyrandola zainspirowany jest Nowym Yorkiem lat trzydziestych. Projektanci z Soren Rose Studio stworzyli go w trakcie podróży po Ameryce, gdzie szukali inspiracji pośród starych lamp i części mechanicznych, które następnie poddali twórczemu „recyklingowi”.

Jestem nią urzeczona totalnie, gdyż idealnie wpasowuje się w mój ulubiony, industrialny styl.

Nie lubicie pająków albo wprost przeciwnie: chcecie się z nimi oswoić? Idealna, nie tylko dla chorych na arachnofobię, o kształcie przypominającym prawdziwego spidera, metalowa lampa od firmy Nordlux to prostota wykonania, ale przede wszystkim elegancka stylistyka w roli głównej!

Nowoczesny salon nie może istnieć bez dobrze wkomponowanej lampy podłogowej. To najczęściej właśnie dzięki niej formujemy przekonanie o tym, że oświetlenie w salonie jest dobrane perfekcyjnie.

Oświetlenie w salonie.

Oświetlenie w salonie.

Trzy kinkiety: Nordlux Vanila, Marina Maxi oraz podwójny kinkiet CLUB to absolutna podstawa dobrze zestawionego oświetlenia w salonie. Warunkują one dotarcie światła w najbardziej odległe zakątki i wyodrębniają poszczególne elementy danego wnętrza.

Zdjęcia oraz cytaty użyte w tekście pochodzą ze strony: norddeco.pl